Blog Marcina Madeja. Wszystko o piłce,wokół piłki i prosto z mostu - czyli piłka nożna od kuchni. Postaram się by było ciekawie, pikantnie ale smacznie i by każdy wracał po kolejne porcje. Miłego czytania
RSS
wtorek, 16 września 2008
Grupa H czyli bielszy odcień bieli
    Tu o dwa pierwsze miejsca zażarty bój stoczą ze sobą trzy zespoły (których łączy kolor wspólnych barw a mianowicie biel) Ostatnia lokata jest już zarezerwowana dla przybyszy z Białorusi, którym nawet odebranie punktu komuś z powyższego tria będzie sprawą niebywale trudną by nie powiedzieć niemożliwą. O ile większość ekspertów szumnie zapowiada ciąg dalszy ekspansji wschodniego futbolu (głównie za sprawą Zenitu) w LM to ja podchodzę do tego sceptycznie. Za przykład niech posłuży zeszłoroczny triumfator pucharu UEFA Sewilla, który pokazał jak duża jest różnica (nie tylko w wysokości premii;) między tymi dwoma pucharami (wyjątek FC Porto jest tylko potwierdzeniem reguły, gdzie trzeba dodać, że Portugalczycy mieli The Special One niczym nie umniejszając dokonań Dicka Advocaata choć są one bardziej ubogie) Liga Mistrzów już wielokrotnie pokazywała, że nie jest to miejsce zbyt gościnne dla debiutantów i aby coś osiągnąć trzeba oprócz umiejętności pokazać wyjątkową mądrość, dyscyplinę i doświadczenie bez których daleko jeszcze nikt nie zaszedł. Powszechne zrywy choć tak popularne u Słowian nie przynoszą efektów na dłuższą metę. To, że piłkarze z Petersburga jeszcze nie dorośli do tego poziomu niechaj świadczy ich obecne miejsce w lidze, które jest dość odległe od tego premiowanego ponowną grą w LM a nawet pucharze UEFA świadczące o ich nieumiejętności godzenia walki na wielu frontach. Niech nie zmyli nas ostatni „triumf” w Superpucharze Europy z Manchesterem gdyż wiadomo, że Ferguson wszelkie takie mecze jak i klubowe mistrzostwa świata traktuje jako zło konieczne a koncentruje się na najważniejszych rozgrywkach. Dla Zenitu triumf miał znaczenie bardziej propagandowe i polegał na tzw. zrywie mającym pokazać, że „możemy!”.
    Juventus po przerwie spowodowanej aferą callopoli wraca do LM by odzyskać swój dawny blask i pozycję w europejskiej piłce. To właśnie tym rozgrywkom będą poświęcać najwięcej uwagi Turyńczycy zostawiając krajową Serie A dla Mediolańczyków a może i Rzymian. Sami zadowolą się miejscem w pierwszej czwórce. Spowodowane jest to w głównej mierze kalkulacją i planem (5-letnim) realizowanym jak dotąd znakomicie polegającym na odbudowaniu pozycji drużyny do miejsca w którym była przed 2-ligową banicją. Awans z grupy jest jak najbardziej, rzeczą realną choć nie tak łatwą. Juventus przy odrobinie szczęścia i pomyślnych losowaniach rywali może także się okazać czarnym koniem rozgrywek mogącym się pokusić nawet o ostateczny triumf. W każdym bądź razie jest to w ich zasięgu. Jedyna rzecz, która może martwić to brak wartościowych zmienników (oprócz pozycji napadu gdzie o pierwszy skład będą walczyć ze sobą Del Piero, Trezeguet, Amauri, Iaquinta a nawet największy talent włoskiej młodzieżówki i typowany na następce Alexa Sebastian Giovinco) i rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, który umiejętnie kierowałby grą drużyny tak jak kiedyś robili to Deschamp, Zidane czy Nedved (kilka wiosen wcześniej). Idealnym kandydatem wydawał się van der Vaart tylko ten ostatecznie zdecydował się na gre w Realu Madryt (mam nadzieje, że była to decyzja piłkarza a nie działaczy z Turynu bo od Paulsena na którego zdecydowali się ostatecznie był droższy tylko o 5 mln. euro a różnica umiejętności jest zdecydowanie niewspółmierna)
    To właśnie wspomniany Holender był bez wątpienia najlepszym zakupem Królewskich tego lata choć jego transfer odbył się „za pięć dwunasta” i był załataniem dziur po Robinho. Mimo braku znaczących transferów oprócz wyżej wymienionego może to być atutem Realu w tym roku. Bernd Schuster nie musi na nowo budować drużyny tylko lekko ją skorygować i kontynuować swą prace, która powinna przynieść owoce w postaci jeszcze lepszej postawy w tym sezonie. Mam nadzieje, że mecze pomiędzy Realem a Juventusem znów będą przynosić tyle emocji co przed laty a Zenit sprawi jak najwięcej kłopotów powyższej dwójce i narozrabia troche.

 
Moje typy:
  1. Juventus Turyn
  2. Real Madryt
  3. Zenit Sanki Petersburg
  4. BATE Borysow
14:12, james_m
Link Dodaj komentarz »
Grupa E czyli zagraj to jeszcze raz Sam
    Chyba w losowaniach „kulki” niektórych drużyn wzajemnie się przyciągają (te wzajemną relacje powinni zbadać jacyś fizycy bo w inne wyjaśnienia nie wierzę mimo, że pochodzę z państwa gdzie szczęśliwy przypadek to na ogół korupcyjna norma) Po raz kolejny los przeciął drogi Manchesteru z Celtikiem (który to już raz nie chce mi się nawet liczyć) a także Villarealu który to kiedy ostatni raz grał w Champions League (3 lata temu) musiał się także mierzyć z Czerwonymi Diabłami. Swoją drogą drużyna Alexa Fergusona po raz n-ty wylosowała łatwą grupę i z awansem nie będzie miała najmniejszych problemów. Może los widząc, że lepszymi względami u Sir Alexa cieszy się rodzima Premiership próbuje jakoś zmienić priorytety trenera prezentami jakimi nie da się ukryć są udane losowania a także szczęście wyjątkowo regularnie uśmiechające się do nich w finałach przypomnijmy cudowną końcówkę z Bayernem czy chociażby niewykorzystany przez Terrego rzut karny który dałby Puchar Mistrzów drużynie z Londynu (tylko niech ktoś nie myśli, że próbuje umniejszyć klasę tej drużyny) Wydaje mi sie, że w tym roku Fergusonowi bardziej niż nigdy wcześniej będzie zależało na triumfie w tych rozgrywkach bo chce dokonać tego co nie udało się jeszcze nikomu w nowej edycji LM a mianowicie obrony trofeum. Ale to będzie nas czekało dopiero na wiosnę. Teraz Manchester zapewne skupi się na lidze angielskiej ale mimo to i tak bez problemów zajmie 1 miejsce. Drugie zapewne przypadnie Villarrealowi, który sprawia wrażenie solidnego klubu z dość ciekawą kadrą (m.in. mistrz asyst Ariel Ibagaza czy król Europy i defensywy Senna) mogącą przy dobrych wiatrach trochę namieszać zarówno w lidze krajowej jak i europejskiej. Miejsce to wydaje się tym pewniejsze, że Celtic nie jest w tym roku w najlepszej formie co także niestety tyczy się i naszego bramkarza. A dotychczasowa taktyka bazująca na „zabieganiu przeciwnika i sprawnych rękach Artura” w tym sezonie będzie niewystarczająca. Jedynie mogą zająć 3 miejsce jeśli nie pogubią punktów ze zdecydowanie słabszym w porównaniu z resztą drużyn Aalborgiem. Co byłoby sporą niespodzianką ale mało prawdopodobną.
Moje typy:
  1. Manchester United
  2. Villarreal
  3. Celtic Glasgow
  4. Aalborg
14:10, james_m
Link Dodaj komentarz »
Grupa D czyli prawie jak "Grupa śmierci"
    To najrówniejsza a także obok grupy H najciekawsza grupa tych rozgrywek. Teoretycznie każda drużyna ma szanse na awans do dalszej fazy rozgrywek. Na papierze wydaje się, że murowanym faworytem do zdobycia pierwszego miejsca powinien być Liverpool a reszta drużyn skazana jest na walkę o drugą przepustkę. Nic bardziej mylnego. Liverpool jest mistrzem dwumeczów i wygrywaniem pojedynczych batalii. Taktyka Beniteza na razie nie sprawdza się przy „szerszym zastosowaniu” tzn. Benitez jak mało kto potrafi przygotować drużynę pod konkretnego rywala, wyłapując jego najsłabsze punkty a uwypuklając swoje silne strony. Na potwierdzenie tego wystarczy spojrzeć na wyniki Liverpoolu w ostatnich latach. W fazie pucharowej jest wręcz nie do pokonania (w tym roku gdyby nie samobój Riise, którego na Anfield Road już nie ma, The Reds wystąpiliby w finale 3 raz w przeciągu ostatnich 4 lat!) natomiast w lidze, gdzie ciężko przygotowywać zespół pod każdego rywala podopieczni Rafaela już koło lutego mają kilkunastopunktową stratę do lidera. Ten sezon będzie trudniejszy od poprzednich dla Beniteza bo dla właścicieli jak i dla kibiców sukcesy w Lidze Mistrzów to już mało i apetyty sięgają teraz po zdobycie mistrzostwa Anglii. Falstart w LM w zeszłym roku (1 pkt w 3 pierwszych meczach) pokazał jak ciężkim zadaniem jest pogodzeni tych obu rozgrywek. Ewentualna słabsza dyspozycja na którymś froncie może drogo kosztować obecnego coacha Liverpoolu a rywale na pewno zadania nie będą ułatwiać. Z drugiej strony jeśli poradzi sobie z tym zadaniem będzie noszony na rękach.
    Atletico Madryt po dłuższej nieobecności wraca na salony z drużyną (podkreślam słowo z drużyną a nie zlepkiem gwiazd jak bywało kiedyś) która teoretycznie ma potencjał nawet na zdobycie Pucharu Mistrzów. Duża w tym zasługa mądrej polityki kadrowej jak i trenera Javiera Aguirre (wcześniej zajął z Ossasuną 4 miejsce w lidze, klubem dysponujący dość małym budżetem w porównaniu z czołówką będący najlepszym wynikiem jedenastki z Pampeluny od parunastu lat) który poskładał te klocki w dobrze funkcjonującą maszynę. Mogą się okazać czarnym koniem rozgrywek o ile zagrają na miarę możliwości i potencjału, który na pewno mają pod dostatkiem. Mecze w tej grupie powinny dać odpowiedź czy plany na zawojowanie Europy mogą być aktualne już teraz czy należy je odłożyć na kolejne lata a także czy Sergio Aguero zasługuje na szumne porównania go z boskim Diego Maradoną.
    Olympique Marsylia będzie musiało potwierdzić, że poprzedni udany sezon w ich wykonaniu nie był przypadkowy. Fani liczą, iż ich drużyna wykona kolejny krok naprzód polegający na przełamaniu dominacji Lyonu na krajowym podwórku (ostatnie mistrzostwo zdobyli 16 lat temu) i pomniejszeniu dystansu dzielącego ich od czołowych klubów europejskich (czytaj awans z grupy, no może ćwierćfinał to to na co maksymalnie stać w tej chwili podopiecznych Erica Geretsa) Eric Gerets dysponuje zdyscyplinowanym taktycznie zespołem w którym ciężko znaleźć słabe ogniwo a w każdej formacji grają zarówno wybijający się piłkarze u progu kariery (Ben Arfa, Kone), jak i już doświadczeni (Zenden).
    Zostało jeszcze PSV, który przejął „chlubne tradycje” swego rywala Ajaksu (tylko ze znacznie lepszym skutkiem). Holenderska ekipa rok rocznie występuje w LM i osiąga w niej dość dobre rezultaty (wręcz regularnie awansuje z grupy i przechodzi z jeden szczebel pucharowy – z wyjątkiem zeszłego roku) Sprzedając przy tym swoje gwiazdy a zastępując je innymi talentami do wyszlifowania i sprzedania. Jednak wszelka rotacje składu jest tu robiona z głową i nie ma hurtowych wyprzedaży, które mogłyby zachwiać ciągłością pracy w klubie. PSV to zespół prezentujący dobry wyrównany poziom już od wielu lat, który stawia swym rywalom wysokie wymagania. Jeśli któryś z powyższych klubów będzie miał wahania formy lub po prostu będzie w gorszej dyspozycji musi się liczyć ze stratą punktów a co za tym idzie miejsca w pierwszej dwójce.
    Moje typy:
  1. Atletico Madryt

  2. Liverpool, PSV lub Olympique


P.S. Uważam, że w końcowej tabeli będą nieznaczne różnice punktowe między drużynami a o kolejności mogą decydować bilanse poszczególnych drużyn i mini tabele a na boisku zwykły łut szczęścia albo jego brak.

14:03, james_m
Link Dodaj komentarz »
Grupa B
 
    Jest chyba jedną z najbardziej przewidywalnych grup tej fazy LM. Inter będzie mógł skupić się tej jesieni na walce o prymat w Serie A bo zajęcie pierwszego miejsca w grupie nie powinno kosztować ich dużo sił, tym samym Jose Mourinho zyska dużo czasu by odpowiednio poukładać trybiki w maszynie, która wiosną pewnie ruszy pełną parą w kierunku Pucharu Mistrzów. Dla Werderu zaś losowanie okazało się wyjątkowo szczęśliwe, w porównaniu z poprzednimi 2 latami w których trafiali do grupy z Chelsea, Barceloną oraz ostatnio z Realem, Lazio i Olympiakosem Pireus. W tej edycji nie wydaje mi się możliwe by Grecy ponownie pokrzyżowali szyki podopiecznym Thomasa Schaffa tym bardziej że Kończynki w przeciwieństwie do Olympiakosu ostatni raz grali w Lidze Mistrzów 3 lata temu a taki rozbrat z futbolem na najwyższym poziomie będzie trudny do przeskoczenia. Panathinaikosowi pozostanie walka w Pucharze UEFA na wiosnę bo Cypryjczycy nawet niesieni euforią wynikającą z ich historycznego awansu do fazy grupowej co najwyżej mogą podnieść wyżej poprzeczkę ale nie na tyle by jej przeskoczenie było strasznie trudnym zadaniem. Choć piłka ma to do siebie, że lubi zaskakiwać i być może to przybysze z wyspy Afrodyty będą czarnym koniem i zakończą fazę grupową na 3 miejscu (w wyższe nie wierzą chyba nawet najwięksi fantaści.)
Moje typy:
  1. Inter Mediolan
  2. Werder Brema
  3. Panathinaikos Ateny
  4. Anorthosis Famagusta (ewentualnie jdno oczko wyżej)
13:56, james_m
Link Dodaj komentarz »
Ligę Mistrzów czas zacząć!

    Witam po dłuższej przerwie. Już dzisiaj startuje najlepsza liga Europy czyli Liga Mistrzów. Z tej okazji wznawiam swój blog i planuje zaglądać tu znacznie częściej komentując tu różne piłkarskie i poza piłkarskie wydarzenia. W następnych postach scharakteryzowałem 4 z 8 grup tegorocznej edycji (na więcej nie pozwolił mi trochę brak czasu) a tu pokrótce przedstawię moje typy na triumfatora Puchary Mistrzów.

    Blue is the color of…. no właśnie niebieski to kolor głównych 2 pretendentów moim zdaniem do zwycięstwa. Mam tu na myśli londyńską Chelsea i Inter Jose Mourinho. Klub z Anglii ma wszystko co powinien mieć główny faworyt czyli: szeroką i wspaniałą kadrę pełną gwiazd grających dla drużyny, świetnego szkoleniowca, doświadczenie ale i głód sukcesu itp. itd. Gdyby wyliczyć wszystkie te cechy i sporządzić dla nich oddzielne rankingi drużyn to najwięcej czołowych miejsc zajęłaby Chelsea. Nie jestem w tym oryginalny bo tak samo jak ja myśli tysiące specjalistów, bukmacherów i kibiców. Jedną z nielicznych rys jest „łatka niekoronowanego triumfatora”, która jest niezbyt wygodna dla noszącego i może odcisnąć swoje piętno. Zazwyczaj jest tak, że główny faworyt zazwyczaj zachodzi wysoko ale nie aż tak jak nadzieje w nim pokładane. Czy i tak będzie w tym roku zobaczymy a będzie to w dużej mierze zależało od rywali. Jose Mourinho jest tym kto może pokrzyżować szyki Londyńczykom. Inter pod jego dowództwem (to chyba najlepsze słowo) ma szanse nawiązać do chlubnego okresu sukcesów Mediolańczyków sięgających lat 60-ątych bo jeśli The Special One sobie nie poradzi to kto? Trójkę moich głównych faworytów dopełnia Manchester United. Tego wyboru dokonała raczej moja głowa choć bardziej od głowy to szacunek do sir Alexa Fergusona miał tu do powiedzenia. Bo czego może chcieć tak utytułowany trener? co może go motywować i napędzać? jakież to szczyty jeszcze nie zdobyte?. Mistrzostwo Angli zdobywał już wielokrotnie jak i puchary a także ich kombinacje czyli dublet, zarówno Puchar Mistrzów dwukrotnie na przestrzeni prawie dekady, potrafił przystosować się do ciągle zmieniających się trendów i wymogów rządzących współczesną piłką. Czy pozostało jeszcze coś do zdobycia? Coś czego jeszcze nikt nie zdobył? Tak!!! Obronienie zdobytego Pucharu Mistrzów rok po roku (w nowej formule działającej od początku lat 90-ątych) Jest to trudne zadanie ale Szkot wielokrotnie udowadniał, że nie ma dla rzeczy niemożliwych w każdym bądź razie dla niego.

    Chciałem tez wspomnieć o Czarnych Koniach i uważam, ze mogą nimi być Juventus Turyn lub Atletico Madryt. Drużyny te oprócz wielu atutów mają dwa duże minusy, które jeśli zostaną wyeliminowane lub nieuwypóklone zrównają powyższe kluby z głównymi pretendentami do jednego szeregu. Tymi minusami są dłuższy rozbrat z europejskim futbolem i krótka ławka rezerwowych a właściwie to brak klasowych zmienników dla największych gwiazd, których chwilowa słabsza dyspozycja może drogo kosztować. Oprócz tego wiadomo jak co roku w gronie faworytów będą: Real, Barcelona, Liverpool powracający Bayern a także zgłaszajęce wysokie aspiracje Arsenal, Lyon czy Roma. Ligę Mistrzów czas zacząć !!!!

13:49, james_m
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 kwietnia 2008
Quo Vadis Milanie? Czyli krótka rozprawa między mną, Ronaldinho a piłkarzami u schyłku (a może progu) kariery…

Doniesienia ostatnich dni dotyczące domniemanego transferu Ronaldinho do Milanu odbieram z dużą dozą sceptycyzmu (to nie pierwszy raz gdy szumnie zapowiadany transfer rozpalający nadzieje kibiców spala na panewce gdyż kluby rywalizujące z rosso-nerimi okazują się silniejsze w czynach niż przysłowiowej gębie w odróżnieniu od włodarzy Milanu. Zresztą to nie pierwszy raz i nie ostatni gdy fani obchodzą się smakiem (przykładem niech będzie serial z Beckhamem, którego tak bardzo chciał sprowadzić Silvio Berlusconi). Zwrócę uwagę, iż Ronaldinho znany jest nie tylko z umiłowania do zabawy ale także do pieniędzy i może się posłużyć „rozmowami z Milanem” jako karty przetargowej w wynegocjowaniu korzystniejszego kontraktu u Massimo Morattiego czy Romana Abramowicza. Ważnym aspektem są także firmy produkujące sportową odzież, a w szczególności dwie: Adidas, który ubiera Milan i Nike mający  indywidualny kontrakt z Brazylijczykiem i ubierający m.in. Inter... Konflikt interesów reklamowych gigantów narzuca się sam (podobno Nike może zablokować transfer lub obniżyć uposażenie gwiazdora na co ten dość niechętnie by się zgodził) Za Interem przemawia jego pozycja - pewnie zmierza po 3 tytuł mistrzowski (podczas gdy Milan walczy desperacko o 4 miejsce) oraz szczodrość właściciela chcącego nasycić wielki głód swój i kibiców na sukces w Lidze Mistrzów.

Milan obiera dość dziwaczną politykę transferową tak jakby chciał wpasować się w metkę przypiętą im przez dziennikarzy dotyczącą dość sędziwego wieku większości ich piłkarzy. Klub stara się skupować piłkarzy u schyłku ich kariery, często po nienajlepszym sezonie i po jak najniższej cenie co wielokrotnemu zdobywcy Pucharu Mistrzów nie przynosi chluby. Wystarczy się przyjrzeć tegorocznym transferom. Pozyskanie do drugiej linii 32-letniego Emmersona (za 5 mln. euro po słabiutkim sezonie w jego wykonaniu w Realu Madryt gdzie ostatnim „godnym zapamiętania wyczynem” było strzelenie bramki Werderowi Brema w 1/8 finału LM po katastrofalnym błędzie Tima Wiese, jeszcze w barwach Juventusu w 2006 roku czyli daaaawno temu) oraz 35-letniego Ibrahima Ba (pozyskanego na zasadzie wolnego transferu ze szwedzkiego Djurgaardens a odkurzonego i wróconego do życia w MilanLab ale chyba tylko do prywatnego bo nie sportowego gdyż nawet najbardziej zagorzali fani rosso-nerich nie mogą sobie przypomnieć by widzieli go w tym roku na boisku…) Dodając do tego całkowicie pomijanego przez Acelottiego młodego Gourcuffa mamy pełen wachlarz możliwości i kombinacji na wypadek słabszej gry Seedorfa, Pirlo czy Kaki….

W tym roku jeśli wierzyć plotkom i pogłoskom dotyczącym wzmocnień chociaż nie wiem czy to najlepsze słowo Milan jest  wstępnie dogadany z „perspektywicznym” 31-letnim Zambrottom, który jakoś nie może się odnaleźć w stolicy Kataloni choć piłkarsko prezentuje się dość dobrze ale patrząc na jego wiek trudno powiedzieć, że jest on inwestycją na przyszłość (chociaż w porównaniu z  Cafu i Maldinim to 3-cia młodość przed nim i jeszcze minimum 7 lat gry na najwyższym poziomie;), niech tam lepiej Barcelona ugania się za młokosami pokroju Daniela Alvesa (szczycącego się 25 wiosnami i największą ilością asyst w drużynie Sewilli w sezonach 2005/06 i 2006/07) czy Philippa Lahma którego forma ciągle rośnie w Bayernie Monachium. Po słowie z Berlusconim jest też syn marnotrawny Shevhenko (lat 32), który po 3 latach ma wrócić na San Siro by w MilanLab wyleczyć odciski powstałe od siedzenia na ławce rezerwowych (a nawet trybunach) Chelsea Londyn by potem otworzyć wór z gradem goli. Na wszelki wypadek w rezerwie są zawieszone rozmowy z liczącym tyle samo lat co Andrzej Van Nistelrooyem, który miałby zrobić miejsce w Realu dla młodszych i bardziej wygłodniałych sukcesów snajperów pokroju Davida Villi lub Huntelaara. Nie krytykuje tych pomysłów ale uważam, że w solidnej drużynie nie mogą być zachwiane proporcje wiekowe ani w jedną ani w drugą stronę gdyż miara dojrzałości drużyny nie jest liczona przy pomocy metryk jej piłkarzy. Co dobitnie swą postawą w tym sezonie pokazał Milan.

P.S. Nie twierdzę, że Milan dokonuje samych złych i „wiekowych” transferów, przykładem niech będzie nastolatek Pato ale chciałem zrobić drobny zarys pewnego problemu z którym zespół Ancelotiiego (a może już kogoś innego) będzie musiał sobie poradzić przed przyszłym sezonem by nie popełnić tych samych grzechów.

02:09, james_m
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 kwietnia 2008
Kuszczaka koniec marzeń o byciu pierwszym bramkarzem Czerwonych Diabłów

       Ćwierćfinałowy mecz z Romą rozwiał chyba ostatecznie wszelkie wątpliwości i nadzieje związane z rolą jaką po przejściu na emeryturę przez Van der Sara miałby odgrywać polski bramkarz. Wyrok brzmi - wysokiej klasy zmienik i tylko zmienik dla pierwszego bramkarza. Odpowiedzi takiej udzielił sir Alex Ferguson poprzez zestawienie pierwszej jedenastki, którą desygnował do gry tego wieczora. W dużej mierze postawił na piłkarzy, którzy są zmiennikami pierwszego garnituru United (ale ciągle walczącymi o miejsce w pierwszym składzie) ponieważ chciał dać odpocząć swoim gwiazdom przed niedzielnym arcyważnym spotkaniem z Arsenalem. Sprawa awansu rozstrzygnięta została już w Rzymie gdyż Roma by awansować musiała dać z siebie 100% licząc przy tym na słabszą dyspozycję Czerwonych Diabłów i przysłowiowy łut szczęścia. Nie twierdze, że było to niemożliwe bo piłka z tego słynie i w tym też tkwi jej piękno, że potrafi być totalnie nieprzewidywalna i nie daje się zamykać w sztywne ramy „opinii ekspertów”. Ale wracając do meritum sprawy w meczu, który był świetnym sprawdzianem przydatności poszczególnych piłkarzy do drużyny, gdzie mogliby zyskać doświadczenie na tak wysokim szczeblu rozgrywek, które na pewno zaprocentuje w przyszłości zabrakło miejsca dla polskiego bramkarza. Wydawałoby się, że Tomek wspinał się po kolejnych szczeblach piłkarskiej kariery sukcesywnie i zbliżał się do objęcia schedy po Holendrze w bramce Manchesteru. Świadczyć miały o tym jego regularne występy w meczach Pucharu Anglii i liczniejsze zastępstwa spowodowane kontuzjami bądź urazami Van der Sara w Premiership i Lidze Mistrzów (nomen omen w meczach grupowych z Romą). Polak na ogół zbierał pochlebne recenzje (poza jednym meczem, w którym ujrzał czerwony kartonik) ciesząc zdawałoby się coraz większym zaufaniem trenera. Lecz swymi występami chyba nie przekonał Szkota do końca, że jest w stanie dołączyć do grona  wybitnych bramkarzy United i że może dać on drużynie coś ekstra poza solidną postawą w meczach. Wydaj mi się, że sir Alex Ferguson stara się znaleźć wybitnego bramkarza na miarę Petera Schmeichela, który byłby w stanie decydować o obliczu drużyny a swymi interwencjami zmieniać losy spotkania. Do takiego obrazu bramkarza nie pasuje mu najwidoczniej Kuszczak stąd jego chyba dalsze poszukiwania. To czy Tomek nadaje się do tej roli trudno jest teraz ocenić po paru występach w skali roku. Ale jedno jest pewne, że każdemu trzeba dać szansę i trochę czasu by pokazał na co naprawdę go stać. Zarówno Schmeichel nie stał się wybitnym bramkarzem z meczu na mecz ani tym bardziej Ferguson nie odniósł (w niczym mu nie umniejszając bo to jeden z najwybitniejszych trenerów) sukcesu zaraz po przyjściu do tegoż klubu. Sam jestem ciekaw jak potoczy się dalej kariera Kuszczaka i czy doczekamy się wielu emocji, wyśmienitych interwencji i chwil wzruszenia których autorem będzie Tomek. Czego mu i nam bardzo życzę!

P.S. Obawiam się, że jeśli Polak zostanie na kolejny sezon na Old Trafford musi liczyć się z tym, że może dojść mu kolejny konkurent i stanie się 3 bramkarzem co chyba go nie satysfakcjonuje. Chyba, że….

02:14, james_m
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 kwietnia 2008
Tego wieczora wszystkie drogi prowadziły do Rzymu…

Przyznam, że po tym meczu spodziewałem się znacznie więcej. Mój wielki apatyt spowodowany był potyczką głównego pretendenta (wg dziennikarzy i kibiców) do triumfu w tych rozgrywkach (zresztą nie tylko w tych) z najsolidniej grającą włoską drużyną, której stabilna forma przekłada się na wszystkie rozgrywki i jest zdecydowanie bardziej wypośrodkowana w przeciwieństwie do gigantów z Mediolanu. Gospodarze wyszli na mecz świetnie przygotowani taktycznie i to oni na początku przejęli inicjatywę oraz starali się narzucać tempo gry co wyjątkowo nie pasowało przyjezdnym. Manchesterowi trudno było przejść przez środek boiska a co dopiero zagrozić bramce Doniego. O ile grali mądrze w defensywie nie popełniając rażących błędów to nie potrafili skonstruować żadnej zaczepnej akcji. W prawie ten sam sposób Milan zneutralizował Czerwone Diabły w zeszłorocznym półfinale LM. I tu nasuwa się pytanie - czemu Roma, która rozegrała moim zdaniem zdecydowanie lepszy mecz od zeszłorocznego ćwierćfinału (w którym wygrała 2:1) dzisiaj przegrała? Otóż pułap na jaki może wznieść się ten klub z obecną kadrą już został osiągnięty. Poza drobnymi wyjątkami wręcz nie możliwe jest odniesienie sukcesu z nawet najbardziej solidnymi i zdyscyplinowanymi taktycznie piłkarzami jeśli nie posiada się w kadrze zawodników mogących zagrać coś ponad przeciętność, którzy mogliby wziąść ciężar gry na swoje barki i w decydujących momentach przechylić szale zwycięstwa na korzyść drużyny. Sam Totti obok nie wystawianego z nim w ducie Vucinica, często chimerycznie grającego Manciniego i niedoświadczonego Aquilianiego nie wystarczy (wymieniłem piłkarzy najbardziej kreatywnych a nie solidnych a i zapomniałbym o Perrottcie ale przy takiej formie jaką prezentuje w porównaniu do tej do, której nas przyzwyczaił nie sposób o nim pamiętać)

Jak bardzo widoczny był brak Francsco w ofensywnych poczynaniach zespołu i wykańczaniach akcji każdy widział. O ile Ronaldo jest perłą w koronie Manchesteru to Totti jest koroną na głowie Luciano Spallettiego, który umiejętnie dyryguje resztą zespołu jak członkami własnego ciała. Roma do 40 minuty nie potrafiła udokumentować swojej przewagi marnując dobrze zapowiadające się akcje już na wysokości pola karnego. Wystarczył tylko jeden groźny atak i udane wykończenie Ronaldo by cały trud pierwszej połowy legł w gruzach. Na drugą część gry Giallorossi wyszli bojowo nastawieni widać to było już od samego początku kiedy to znów przejęli inicjatywę i momentami zamykali podopiecznych Alexa Fergusona na własnej połowie ale i teraz nie potrafili znaleźć drogi do bramki Van der Sara. Okres przewagi Rzymian został zakończony przez dosyć szczęśliwie zdobytego gola autorstwa pary Rooney-Doni;) Można mieć żal, że Manchester w dużej mierze dzięki szczęściu punktował rywala ale czyż "szczęście nie sprzyja lepszym?" po stracie drugiej bramki Roma odsłoniła się próbując zmniejszyć rozmiary porażki które w kontekście rewanżu na Old Trafford, dawałyby małe ale zawsze szanse na awans. Jednak bramek już nie ujrzeliśmy choć to Manchester był bliski powiększenia swej zdobyczy.

Czerwone Diabły nie zachwyciły choć zagrały mecz na przyzwoitym poziomie. Po raz kolejny utwierdziły mnie w przekonaniu, że są naprawdę groźne tylko wtedy gdy to one są w stanie narzucić własny styl gry przeciwnikowi. Przypominają wtedy pędzącą lokomotywę, którą nie sposób zatrzymać ale jeśli jakiś zespół wygra walkę o środek boiska to wybije Manchester z rytmu co jest równoznaczne ze zneutralizowaniem jego największej siły. Łatwo powiedzieć trudniej wykonać. Jeśli Manchester na swej drodze nie spotka drużyny która potrafiłaby wykorzystać te słabe punkty (modelowo zrobił to AC Milan w zeszłym roku 3:0) to w maju wielce prawdopodobne jest, że to piłkarze Alexa Fergusona będą się cieszyć z trzeciego Pucharu Mistrzów w historii klubu.

02:16, james_m
Link Komentarze (2) »